Era disco skończyła się na dobre parę dekad temu. Myślę sobie, że mój dzisiejszy wypad na trzeci dzień sopockiego festiwalu, czyli na "Gorączkę Niedzielnej Nocy", nijak jest związany z erą disco.
Gdybyśmy na siłę starali się poszukać wspólnego mianownika dla wszystkiego co noszone jest z metką LGBT, Queer itp. to ostatecznie trafilibyśmy albo w Madonnę, w wyspę Lesbos albo właśnie na Glorię Gaynor i jej hit z lat 70-tych, czyli "I will survive".
Właśnie dlatego jak magnes Sopot przyciągnął nie tylko mnie ale wielu tęczowych ludzi.
Grupa ITI (TVN) sprowadziła do Sopotu nie tylko Glorię. Na początku na scenie pojawiło się trio - Sisters Sledge ze swoim hitem "We are family". Po chwili cała Opera Leśna już stała i tańczyła. Czy mogło być inaczej? Zaraz po siostrach na scenie pojawili panowie z Village People. Na początku z kawałkiem "In The Navy" by już za chwilę porwać rozgrzaną widownię do tańca w rytm "Y.M.C.A.". Swoją drogą cały tydzień ćwiczyłem ruchy rąk by chociaż trochę przypominały tytułowe litery. Niestety w występie Village People zabrakło równie wielkiego hitu - "Macho Man". Następnie scena wypełniła się zespołem i wokalistami występującymi pod szyldem Kool & The Gang. Tym razem usłyszeliśmy takie hity jak: "Celebration", "Get Down On It" oraz "Ladies night". W rytm "You sexy thing" rozśpiewaną i roztańczoną Operę Leśną porwała formacja "Hot Chocolate". I wreszcie nadszedł ten moment! Na scenie pojawiła się długo oczekiwana, jak o niej mówię - Mama mojego "homo czegoś tam", jedyna i niepowtarzalna - Gloria Gaynor. Do tej pory całkiem dobrze tańczyłem, jednak kiedy zobaczyłem Glorię miałem ochotę tylko słuchać i patrzeć, żeby zapamiętać każdą chwilę z jej występu. To było coś wspaniałego...
Zdaję sobie sprawę, że może już nigdy Glorii nie zobaczę na żywo, w końcu jest już trochę wiekową "dziewczyną disco". Trochę przygarbiona staruszka dała takiego czadu, że cała Opera Leśna drżała, falowała i krzyczała w takt jej piosenek.
Cały koncert zakończył się występem Kayah, podczas którego odebrała z rąk Glorii "Złotego Słowika". Tym, którzy nie byli - niech żałują. Tym którzy oglądali tylko w telewizji - mają również powody do tego by żałować, ponieważ pomiędzy występami artystów (w telewizji wtedy były reklamy) na scenia pojawiała się: "Posłanko Hojarska", "Zyta WRÓĆ Gilowska" ... ... , czyli Aldona Dąbrowska znana z "Rozmów w tłoku" Szymona Majewskiego.
Zakończył się 44 Sopot Festival, skończyły się wakacje, wkrótce skończy się lato. KOlejne wakacje, lato i Sopot Festival już za rok. Do zobaczenia ;-) Era disco skończyła się na dobre parę dekad temu. Myślę sobie, że mój dzisiejszy wypad na trzeci dzień sopockiego festiwalu, czyli na "Gorączkę Niedzielnej Nocy", nijak jest związany z erą disco.
Gdybyśmy na siłę starali się poszukać wspólnego mianownika dla wszystkiego co noszone jest z metką LGBT, Queer itp. to ostatecznie trafilibyśmy albo w Madonnę, w wyspę Lesbos albo właśnie na Glorię Gaynor i jej hit z lat 70-tych, czyli "I will survive".
Właśnie dlatego jak magnes Sopot przyciągnął nie tylko mnie ale wielu tęczowych ludzi.
Grupa ITI (TVN) sprowadziła do Sopotu nie tylko Glorię. Na początku na scenie pojawiło się trio - Sisters Sledge ze swoim hitem "We are family". Po chwili cała Opera Leśna już stała i tańczyła. Czy mogło być inaczej? Zaraz po siostrach na scenie pojawili panowie z Village People. Na początku z kawałkiem "In The Navy" by już za chwilę porwać rozgrzaną widownię do tańca w rytm "Y.M.C.A.". Swoją drogą cały tydzień ćwiczyłem ruchy rąk by chociaż trochę przypominały tytułowe litery. Niestety w występie Village People zabrakło równie wielkiego hitu - "Macho Man". Następnie scena wypełniła się zespołem i wokalistami występującymi pod szyldem Kool & The Gang. Tym razem usłyszeliśmy takie hity jak: "Celebration", "Get Down On It" oraz "Ladies night". W rytm "You sexy thing" rozśpiewaną i roztańczoną Operę Leśną porwała formacja "Hot Chocolate". I wreszcie nadszedł ten moment! Na scenie pojawiła się długo oczekiwana, jak o niej mówię - Mama mojego "homo czegoś tam", jedyna i niepowtarzalna - Gloria Gaynor. Do tej pory całkiem dobrze tańczyłem, jednak kiedy zobaczyłem Glorię miałem ochotę tylko słuchać i patrzeć, żeby zapamiętać każdą chwilę z jej występu. To było coś wspaniałego...
Zdaję sobie sprawę, że może już nigdy Glorii nie zobaczę na żywo, w końcu jest już trochę wiekową "dziewczyną disco". Trochę przygarbiona staruszka dała takiego czadu, że cała Opera Leśna drżała, falowała i krzyczała w takt jej piosenek.
Cały koncert zakończył się występem Kayah, podczas którego odebrała z rąk Glorii "Złotego Słowika". Tym, którzy nie byli - niech żałują. Tym którzy oglądali tylko w telewizji - mają również powody do tego by żałować, ponieważ pomiędzy występami artystów (w telewizji wtedy były reklamy) na scenia pojawiała się: "Posłanko Hojarska", "Zyta WRÓĆ Gilowska", czyli Aldona Dąbrowska znana z "Rozmów w tłoku" Szymona Majewskiego.
Zakończył się 44 Sopot Festival, skończyły się wakacje, wkrótce skończy się lato. KOlejne wakacje, lato i Sopot Festival już za rok. Do zobaczenia ;-) |