W dniach 5-13 lipca swój pobyt w Polsce zapowiedziała Patricia Starr - młoda djka z Nowego Jorku. W ciągu tych kilku dni odwiedzi kilka miejsc w których zaprezentuje swój talent djski - będą to m.in. wrocławska Lemoniada, krakowski Midgard oraz helski Surf Bay. Większość lokali mnie nie zaskoczyła - są to kluby o powszechnie znanej renomie, kilka miejsc zaś zasiało e mnie ziarno niepewności. O ile miejsca typowo letnie w stylu Surf Bay'a rozumiem - otwiera się je na dwa miesiące, targetując ściśle na turystów którzy raczej wysoką kumacją muzyczną się nie wyróżniają, o tyle zagadką był dla mnie występ w szczecińskim Inferno. Dla mnie - mieszkańca Trójmiasta, jeżdżącego sobie czasami na eventy do Warszawy, Poznania czy Wrocławia - Szczecin w ogóle nie kojarzył się z klabingiem. Klub Inferno przeleciał mi przez uszy - grała tam Sagia - rezydentka sopockiego Sixty9 czy dj Moondeck. Zrobiłem jednak mały research i okazało się że klubu Inferno nie doceniłem - dobry booking; szczecińska odsłona cyklu Heineken doceniającego najlepsze klubowe miejsca i brzmienia. Pozostało mi tyko wykorzystać obecność Patricii Starr w Polsce i sprawdzić pozycje jedynego znanego mi lokalu w Szczecinie na jego mapie klubowej.
Lokal w którym znajduje się klub położony jest w piwnicach pod całodobowym sklepem Bachus. Pomieszczeń jest kilka - przy wejściu jest średniej wielkości strefa lounge zakończona barem. Na ścianach znajduje się interesująca ekspozycja ciekawych przedmiotów... Można spokojnie sobie porozmawiać przy piwie, które naleje nam bardzo sympatyczny barman którego chciałbym tutaj pozdrowić. Plus za Desperado - dla mnie jest to wyznacznik zaopatrzenia baru; jeśli jest - jest ok., jak nie ma - nie jest dobrze. Ze strefy lounge długi korytarz prowadzi nas na parkiet - po drodze mijamy VIP ROOM po lewej - pomieszczenie na nieco niższym poziomie niż reszta lokalu, z osobnym djem i mini-barkiem - co jest OGROMNYM plusem, gdyż pozwala wybranym czuć się jak prawdziwe VIPy. Jak dodamy do tego duże białe łoża, wygodne sofy oraz misternie dobrane detale, mamy idealne miejsca do biznesowego spotkania o drugiej w nocy. Tuż przed wejściem na parkiet mamy drugi bar oraz kilka miejsc siedzących - można na chwile zejść z parkietu, zamówić coś w barze i delektować się drinkiem siedząc na wygodnej sofie. Wielbiciele perfekcyjnego wyglądu swojej osoby mogą do woli przeglądać się w lustrze nad sofami - w razie rozmazania się makijażu, można go szybko poprawić bez konieczności biegania ... ... do toalety, która właśnie jest nieco oddalona od parkietu. Nie jest to dużym minusem - ważne że jest i przez całą imprezę jest czysta. Kolejny duży plus - mydło ze spieniaczem; nie znam drugiego lokalu w tym kraju gdzie takie coś jest:) Sam parkiet jest bardzo duży - dodajmy do tego podesty, kolumny, plazmy, doskonałe oświetlenie i dopełniające je lasery oraz dwa ogromne wentylatory - mamy wyśmienite miejsce do dobrej zabawy. Didżeja jest dość duża; nad wisi ciekaw gadżet - ekran diodowy na którym wyświetlają się informacje kto gra, skąd pochodzi dany dejot, jakie jest hasło imprezy itp. Pozwala to klubowiczom na zapamiętanie przy czyich setach bawią się najlepiej czy skąd jest dany dj który np. bardzo dobrze rozkręcił daną imprezę.
Bezpośrednim suportem Gwiazdy wieczoru był Adamus - niewątpliwie jeden z twórców polskiej sceny klubowej. Mimo tego, iż jest on jedynym djem z którym przeprowadzałem wywiady aż 3 razy, bardzo dawno nie słyszałem jak gra. Tej nocy w Inferno zagrał dwukrotnie - pierwszy set był łagodny i trochę komercyjny, wprowadzał klubowiczów w nastrój, co wyszło wybitnie - przygotowana publika świetnie przyjęła Patricię Starr - djkę której przedstawiać nie trzeba - napiszę tylko, że gdy do Nowego Jorku przyjeżdża David Morales, jego jedynym warm up'erem jest tylko i wyłącznie ona. Tak do końca nie wiem czy ludzie na parkiecie bawili się czy raczej tańczyli jak w transie wpatrzeni w amerykańską wirtuozkę Patricka Starr jest piękną kobietą o wybitnie kobiecych kształtach, która doskonale wie jak to podkreślić. Ja tylko skromnie napiszę że jej słuchawki pokryte są małymi kryształkami.
Najciekawsza część imprezy była dopiero przed przybyłymi - po Patricii djkę ponownie objął we władanie Adamus i to, co zaprezentował, przechodzi ludzkie - w tym wypadku moje - pojęcia. Na parkiecie zostali najwytrwalsi z tego dnia - frekwencja w ogóle była dobra, klub nie była zapełniony, ale wiadomo że w czasie wakacji część wyjechała gdzieś tam a dobrzy klubowicze pojechali na Creamfields tak wiec Szczecin jest usprawiedliwiony. Dj Adamus zaskoczył mnie bardzo poziomem swojego drugiego seta - dobór kawałków, tempo, ogólnie pozytywne bity tak mnie wkręciły, że dałem się ponieść muzyce na parkiet, gdzie zostałem do samego końca - zszedłem razem z kilkoma takimi zapaleńcami jak ja. Jest to moim zdaniem dowód na to, że szczecińska publika jest wymagająca i momencie gdy dejot pokaże swoje umiejętności, nie zagra pod ludzi ani pod największe hity, najwytrwa ... ... lsi o najwyższym poziomie kumacji muzycznej idą w zaparte. Ogólnie moja opinia na temat piątkowej publiki jest taka, że zebrała się wtedy klubowa śmietanka miasta, która pokazała że warto wymagać gdyż można się świetnie bawić. Dla porównania byłem także w klubie w sobotę, gdzie spotkałem diametralnie inne twarze, bawiące się przy nieco innej muzyce - bardziej nastawionej pod różne hity i znane mixy, a frekwencja wcale nie była dużo wyższa. Podsumowując jestem szczecińską publiką i klubem Inferno zaskoczony i zachwycony. Raz że spotkałem fantastycznych ludzi, potrafiących wspaniale i hedonistycznie się bawić, z których część zaciągnęła mnie na fajny after - w szczególności pozdrawiam Piotra oraz Marka i Piotrka. Dwa - że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie klimat klubu Inferno, diametralnie różny od Trójmiasta, Warszawy czy Poznania, czego nie da się opisać - trzeba po prostu trochę pojeździć i wyrobić sobie własne zdanie. Trzy - nie spodziewałem się, że ja znajdę się na parkiecie w celu innym niż robienie zdjęć czy rozmowy. Zadziałał i Adamus grający w sposób edukujący i ludzie, którzy mnie wciągnęli. Teraz pozostaje mi tylko odliczać dni do kolejnej wizyty w tym cudownym mieście ze wspaniałymi ludźmi i klubem muzycznym na pewnym poziomie, którego ogromnym atutem jest wysoki poziom kumacji muzycznej jego bywalców, który w połączeniu z hedonistyczna chęcią zabawy daje mieszankę wybuchową. (09.07.2007 01.13) rysiU - www.hape.plW dniach 5-13 lipca swój pobyt w Polsce zapowiedziała Patricia Starr - młoda djka z Nowego Jorku. W ciągu tych kilku dni odwiedzi kilka miejsc w których zaprezentuje swój talent djski - będą to m.in. wrocławska Lemoniada, krakowski Midgard oraz helski Surf Bay. Większość lokali mnie nie zaskoczyła - są to kluby o powszechnie znanej renomie, kilka miejsc zaś zasiało e mnie ziarno niepewności. O ile miejsca typowo letnie w stylu Surf Bay'a rozumiem - otwiera się je na dwa miesiące, targetując ściśle na turystów którzy raczej wysoką kumacją muzyczną się nie wyróżniają, o tyle zagadką był dla mnie występ w szczecińskim Inferno. Dla mnie - mieszkańca Trójmiasta, jeżdżącego sobie czasami na eventy do Warszawy, Poznania czy Wrocławia - Szczecin w ogóle nie kojarzył się z klabingiem. Klub Inferno przeleciał mi przez uszy - grała tam Sagia - rezydentka sopockiego Sixty9 czy dj Moondeck. Zrobiłem jednak mały research i okazało się że klubu Inferno nie doceniłem - dobry booking; szczecińska odsłona cyklu Heineken doceniającego najlepsze klubowe miejsca i brzmienia. Pozostało mi tyko wykorzystać obecność Patricii Starr w Polsce i sprawdzić pozycje jedynego znanego mi lokalu w Szczecinie na jego mapie klubowej. Lokal w którym znajduje się klub położony jest w piwnicach pod całodobowym sklepem Bachus. Pomieszczeń jest kilka - przy wejściu jest średniej wielkości strefa lounge zakończona barem. Na ścianach znajduje się interesująca ekspozycja ciekawych przedmiotów... Można spokojnie sobie porozmawiać przy piwie, które naleje nam bardzo sympatyczny barman którego chciałbym tutaj pozdrowić. Plus za Desperado - dla mnie jest to wyznacznik zaopatrzenia baru; jeśli jest - jest ok., jak nie ma - nie jest dobrze. Ze strefy lounge długi korytarz prowadzi nas na parkiet - po drodze mijamy VIP ROOM po lewej - pomieszczenie na nieco niższym poziomie niż reszta lokalu, z osobnym djem i mini-barkiem - co jest OGROMNYM plusem, gdyż pozwala wybranym czuć się jak prawdziwe VIPy. Jak dodamy do tego duże białe łoża, wygodne sofy oraz misternie dobrane detale, mamy idealne miejsca do biznesowego spotkania o drugiej w nocy. Tuż przed wejściem na parkiet mamy drugi bar oraz kilka miejsc siedzących - można na chwile zejść z parkietu, zamówić coś w barze i delektować się drinkiem siedząc na wygodnej sofie. Wielbiciele perfekcyjnego wyglądu swojej osoby mogą do woli przeglądać się w lustrze nad sofami - w razie rozmazania się makijażu, można go szybko poprawić bez konieczności biegania do toalety, która właśnie jest nieco oddalona od parkietu. Nie jest to dużym minusem - ważne że jest i przez całą imprezę jest czysta. Kolejny duży plus - mydło ze spieniaczem; nie znam drugiego lokalu w tym kraju gdzie takie coś jest:) Sam parkiet jest bardzo duży - dodajmy do tego podesty, kolumny, plazmy, doskonałe oświetlenie i dopełniające je lasery oraz dwa ogromne wentylatory - mamy wyśmienite miejsce do dobrej zabawy. Didżeja jest dość duża; nad wisi ciekaw gadżet - ekran diodowy na którym wyświetlają się informacje kto gra, skąd pochodzi dany dejot, jakie jest hasło imprezy itp. Pozwala to klubowiczom na zapamiętanie przy czyich setach bawią się najlepiej czy skąd jest dany dj który np. bardzo dobrze rozkręcił daną imprezę. Bezpośrednim suportem Gwiazdy wieczoru był Adamus - niewątpliwie jeden z twórców polskiej sceny klubowej. Mimo tego, iż jest on jedynym djem z którym przeprowadzałem wywiady aż 3 razy, bardzo dawno nie słyszałem jak gra. Tej nocy w Inferno zagrał dwukrotnie - pierwszy set był łagodny i trochę komercyjny, wprowadzał klubowiczów w nastrój, co wyszło wybitnie - przygotowana publika świetnie przyjęła Patricię Starr - djkę której przedstawiać nie trzeba - napiszę tylko, że gdy do Nowego Jorku przyjeżdża David Morales, jego jedynym warm up'erem jest tylko i wyłącznie ona. Tak do końca nie wiem czy ludzie na parkiecie bawili się czy raczej tańczyli jak w transie wpatrzeni w amerykańską wirtuozkę Patricka Starr jest piękną kobietą o wybitnie kobiecych kształtach, która doskonale wie jak to podkreślić. Ja tylko skromnie napiszę że jej słuchawki pokryte są małymi kryształkami. Najciekawsza część imprezy była dopiero przed przybyłymi - po Patricii djkę ponownie objął we władanie Adamus i to, co zaprezentował, przechodzi ludzkie - w tym wypadku moje - pojęcia. Na parkiecie zostali najwytrwalsi z tego dnia - frekwencja w ogóle była dobra, klub nie była zapełniony, ale wiadomo że w czasie wakacji część wyjechała gdzieś tam a dobrzy klubowicze pojechali na Creamfields tak wiec Szczecin jest usprawiedliwiony. Dj Adamus zaskoczył mnie bardzo poziomem swojego drugiego seta - dobór kawałków, tempo, ogólnie pozytywne bity tak mnie wkręciły, że dałem się ponieść muzyce na parkiet, gdzie zostałem do samego końca - zszedłem razem z kilkoma takimi zapaleńcami jak ja. Jest to moim zdaniem dowód na to, że szczecińska publika jest wymagająca i momencie gdy dejot pokaże swoje umiejętności, nie zagra pod ludzi ani pod największe hity, najwytrwalsi o najwyższym poziomie kumacji muzycznej idą w zaparte. Ogólnie moja opinia na temat piątkowej publiki jest taka, że zebrała się wtedy klubowa śmietanka miasta, która pokazała że warto wymagać gdyż można się świetnie bawić. Dla porównania byłem także w klubie w sobotę, gdzie spotkałem diametralnie inne twarze, bawiące się przy nieco innej muzyce - bardziej nastawionej pod różne hity i znane mixy, a frekwencja wcale nie była dużo wyższa. Podsumowując jestem szczecińską publiką i klubem Inferno zaskoczony i zachwycony. Raz że spotkałem fantastycznych ludzi, potrafiących wspaniale i hedonistycznie się bawić, z których część zaciągnęła mnie na fajny after - w szczególności pozdrawiam Piotra oraz Marka i Piotrka. Dwa - że bardzo pozytywnie zaskoczył mnie klimat klubu Inferno, diametralnie różny od Trójmiasta, Warszawy czy Poznania, czego nie da się opisać - trzeba po prostu trochę pojeździć i wyrobić sobie własne zdanie. Trzy - nie spodziewałem się, że ja znajdę się na parkiecie w celu innym niż robienie zdjęć czy rozmowy. Zadziałał i Adamus grający w sposób edukujący i ludzie, którzy mnie wciągnęli. Teraz pozostaje mi tylko odliczać dni do kolejnej wizyty w tym cudownym mieście ze wspaniałymi ludźmi i klubem muzycznym na pewnym poziomie, którego ogromnym atutem jest wysoki poziom kumacji muzycznej jego bywalców, który w połączeniu z hedonistyczna chęcią zabawy daje mieszankę wybuchową. (09.07.2007 01.13) rysiU - www.hape.pl |