Stało się! Kolejny światowej klasy event miał wczoraj miejsce w naszym "ukochanym" kraju. I pomimo ciągłej gorączki politycznej, uczestnicy pokazali że potrafią się wspaniale bawić bez względu na wszelkie przeciwności. Jak zwykle organizatorzy się nie spisali w pewnych kwestiach, o czym za chwilę, nie zawiódł na pewno Tiesto, który porwał publikę w swój maratoński set. Jedno co mi pozostanie po tym koncercie to piękna pogoda o szóstej rano - kończy się niesamowity event a zaczyna piękny nowy dzień. Tak idyllicznie że aż chce się żyć. Wow! Chce tak co weekend!
Właściwie to jeszcze na długo przed imprezą we znaki dawała się wspaniała pogoda. W całym kraju świeciło słońce - klimat idealny na event open air, a tutaj mamy imprezę stricte halową. Niektórzy mogliby sobie pomyśleć że można iść na działki, rower czy plażę ale nie 12 tysięcy osób, które znalazły się w mieście Wrocław dla jednej osoby. Osoby która kazała na siebie czekać półtora roku. Osoby dla której dojechali z Darłowa. Osoby dla której wlekli się zdezelowanymi PeKaeSami w temperaturze przekraczającej 30 stopni Celciusza. Wreszcie osoby, której dokonania w muzyce klubowej były, są i będą niezaprzeczalne.
Dla mnie weekend z dj'em Tiesto rozpoczął się w sobotni poranek, gdy zamiast wylegiwać się na plaży wysiedziałem się w pociągach do Wrocławia. I o ile podróż z Trójmiasta do Poznania przebiegała spokojnie, to z miasta "Pyr" do celu mojej wyprawy jechało się koszmarnie. Może to dlatego że pociąg był na maxa zapchany fanami Tijsa Verwest'a. Oczywiście dawało się we znaki wszechobecne, palące słońce, dodatkowo ogrzewane, gorące już przedziały. Ale co tam - można robić tyle fajnych rzeczy jak np. zastanawiać się skąd ładna dziewczyna siedząca przed nami ma limo na czole? Albo uczyć się o energii uzyskiwanej z wiatraków jak autor tegoż tekstu. Im prędzej nauczymy się organizować swój czas, tym lepiej dla nas.
Po dojechaniu na miejsce, spacerkiem wybrałem się na obiadzik do Galerii Dominikańskiej a następnie na konferencję prasową do hotelu Radisson Sas. Co do konferencji, nie dość że odbyła się z godzinnym opóźnieniem, to aby się na nią dostać trzeba było odstać swoje w kolejce gdyż wejść mogli tylko dziennikarze z listy - ci którzy potwierdzili wcześniej swój udział. Zainteresowanie było spore - sala konferencyjna na 80 osób była prawie zapełniona, pojawiły się media kompletnie nie związane z muzyką klubową - to dobry znak. Ale obsuwa to obsuwa i na dodatek godzinna ... ... - sorry, ale tak się nie robi, my także mamy zaplanowany czas. Czasami co do minuty. Rozumiemy iż artysta pokroju Tiesto także ma napięte terminy, ale zawsze można o obsuwie poinformować i po problemie a nie powodować takie akcje, gdzie o wszystkim jest poinformowana jedna osoba a reszta nic nie wie.
Po zakończeniu konferencji - spaceru ciąg dalszy - przy przepięknej pogodzie postanowiłem poodkrywać uroki miasta Wrocław - czyli stare kamienice, 20-piętrowe bloki i nowo budowane centra handlowe obok siebie. Naprawdę powiem że gdyby nie Tiesto, to weekend spędziłbym na nicnierobieniu na plaży w Gdyni - Orłowie. Nie wiem jak wy ale nawał pracy w moim przypadku powoduje że cieszę się jak dziecko z każdej wolnej chwili czy to w domu czy w plenerze. Ale wracając do tematu - w końcu doszedłem na miejsce, oblegane już przez wielbicieli mocniejszych brzmień. Tutaj niestety zaczynają się także kardynalne błędy strony organizacyjnej - otwarcie bram opóźniło się o ponad godzinę, a skrupulatna kontrola a'la obmacywanie irytowała tłum który ciągle napierał. Efektem były omdlenia oraz przepychanki. Swoją drogą, jestem jak najbardziej za dokładną kontrolą wchodzących, ale na jasnych od początku zasadach. Skoro na wszystkich event'ach Agencji Essence Music jest ta sama firma ochroniarska, ludzie przyzwyczajają się do ich nawyków - powierzchownej rewizji a nie-super-mega-dokładnej . A tutaj mamy niespodziankę - co gorsza (sic!) nawet mediom się nie upiekło - za każdym razem gdy brałem z torby zostawionej w szatni laptopa bądź aparat bądź cokolwiek, musiałem skrupulatnie pokazywać z czym wchodzę na teren imprezy, a miłe panie bądź panowie obmacywali mnie aż do skarpetek i wyjmowania z paczki gum do żucia. Spoko - skoro ktoś dzięki temu nie umrze podczas imprezy - jak było na Sensation White (gwoli przypomnienia) to ja jestem za.
Udało mi się wślizgnąć na płytę hali przed oficjalnym otwarciem kurtyn, jeszcze podczas końcówki prób. Z perspektywy braku publiki płyta wydaje się bardzo mała - aż trudno pojąć że tutaj właśnie mieści się 12 tysięcy osób. Tym razem sporo miejsca zajmowała scena - ogromny telebim ustawiono w znacznej odległości od ściany hali, gdyż wymagała tego wysokość - 20 metrów. Dla przypomnienia szerokość ekranu - 30 metrów. Nagłośnienie - L'Acustic - wyborne dźwięki przestrzenne i czyste. Słabo wypadło oświetlenie - początkowo było wręcz ascetyczne, gra świateł mierna a efektów żadnych. Oczywiście wszystko przychodziło z czasem - lasery, cie ... ... kawe kombinacje ale tutaj aspekt vizualny nie był zachęcający. Zresztą, sam występ opóźnił się o ponad pół godziny i zamiast żywego Tiesto oglądaliśmy animacje z jego udziałem - Tiesto Virtual Warm Up. Publice bardzo się to podobało a szczególnie polski akcent - na krótkich filmikach Tiesto mixował muzę dokładnie tak jak by to robił na żywo, a co kilka minut euforycznie podskakiwał oraz machał polską flagą. To w jakiś sposób zadośćuczyniło fanom oczekiwanie na artystę. Bezpośrednim supportem był live act w wykonaniu Jes Brieden - legendarnej wokalistki Motorcycle, która zaprezentowała się dobrze ale publika jasno dawała do zrozumienia, na kogo czeka i kto jest gwiazdą wieczoru.
I tak o 23.30 pojawił się na scenie. Tiesto posiada w swoim dorobku naprawdę dużo ciekawych kawałków, lecz we Wrocławiu zaprezentował ich niewiele. Naprawdę znakomity był za to live act z wokalistką o przecudnym głosie, lecz ludzie nie byli przygotowani na tak łagodne przywitanie i spodziewali się dobrego łupnięcia a otrzymali śliczny trance w tiestowym wydaniu, który przypominał raczej klimat dobrego koncertu aniżeli dużej imprezy halowej. Dopiero później to się zmieniło; Tijs strasznie przeplatał rytmy i style, co wybijało z klimatu trance'owego event'u i dosyć szybko męczyło. Można zaryzykować stwierdzenie że nie był przygotowany na 7 godzin grania. W skali 1 - 5, można dać 3,5 - 3 za nie odwalenie hały, a 0,5 za starania.
O czym należy wspomnieć? O wszędobylskich kolejkach - czy to do szatni, toalety, punktów gastronomicznych a przede wszystkim wejścia na początku event'u. Porządny organizator przygotowuje się na wszelkie możliwe "ale", przewiduje każdą opcją która może się na jego imprezie wydarzyć. Skoro tym razem postanowiono dokładnie rewidować wchodzących, można było otworzyć więcej wejść - przecież Hala Ludowa ma ich kilkanaście. Nie rozumiem zasadności używania żetonów na tak małych imprezach - rozumiem na event'ach dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi, ale kilkanaście to moim zdaniem nie jest powód by "bawić się" w coś co szarym klubowiczom wbrew pozorom nie ułatwia (prze)życia na imprezie. Btw dowiedziałem się że na Sensation White w pewnym momencie żetony się skończyły. To już jest żenujące. Śmietniki - jest ich zbyt mało, zwłaszcza na main floor gdzie nie ma ich wcale - później musimy oglądać to co my imprezowicze zostawiamy na pobojowiskach - patrzcie zdjęcie. Niestety nie będę szedł przez tłum 50 metrów do najbliższego śmietnik ... ... a - wyrzucę to byle gdzie. Z ciekawostek: jednym z najbardziej obleganych miejsc na event'ach halowych są schody - ludzie na nich stoją lub siedzą. Pragnę nadmienić że po schodach się wchodzi lub schodzi a nie tańczy. Bardzo fajnym akcentem były palące się beczki - sponsorem event'u był Burn i to stąd się to wzięło. Jak w Ameryce - widząc laski - solarówy w ciuszkach jak na Bahama ogrzewające się przy tych właśnie beczkach czułem się jak obywatel świata a nie tylko Kaczogrodu. Impreza tak naprawdę zakończyła się na scenie Malboro Red Space - około godziny piątej zebrało się tam fajne towarzystwo bawiąc się na całego. Cooperation with Kapselek (15.04.2007 21.03) rysiU - www.hape.plStało się! Kolejny światowej klasy event miał wczoraj miejsce w naszym "ukochanym" kraju. I pomimo ciągłej gorączki politycznej, uczestnicy pokazali że potrafią się wspaniale bawić bez względu na wszelkie przeciwności. Jak zwykle organizatorzy się nie spisali w pewnych kwestiach, o czym za chwilę, nie zawiódł na pewno Tiesto, który porwał publikę w swój maratoński set. Jedno co mi pozostanie po tym koncercie to piękna pogoda o szóstej rano - kończy się niesamowity event a zaczyna piękny nowy dzień. Tak idyllicznie że aż chce się żyć. Wow! Chce tak co weekend! Właściwie to jeszcze na długo przed imprezą we znaki dawała się wspaniała pogoda. W całym kraju świeciło słońce - klimat idealny na event open air, a tutaj mamy imprezę stricte halową. Niektórzy mogliby sobie pomyśleć że można iść na działki, rower czy plażę ale nie 12 tysięcy osób, które znalazły się w mieście Wrocław dla jednej osoby. Osoby która kazała na siebie czekać półtora roku. Osoby dla której dojechali z Darłowa. Osoby dla której wlekli się zdezelowanymi PeKaeSami w temperaturze przekraczającej 30 stopni Celciusza. Wreszcie osoby, której dokonania w muzyce klubowej były, są i będą niezaprzeczalne. Dla mnie weekend z dj'em Tiesto rozpoczął się w sobotni poranek, gdy zamiast wylegiwać się na plaży wysiedziałem się w pociągach do Wrocławia. I o ile podróż z Trójmiasta do Poznania przebiegała spokojnie, to z miasta "Pyr" do celu mojej wyprawy jechało się koszmarnie. Może to dlatego że pociąg był na maxa zapchany fanami Tijsa Verwest'a. Oczywiście dawało się we znaki wszechobecne, palące słońce, dodatkowo ogrzewane, gorące już przedziały. Ale co tam - można robić tyle fajnych rzeczy jak np. zastanawiać się skąd ładna dziewczyna siedząca przed nami ma limo na czole? Albo uczyć się o energii uzyskiwanej z wiatraków jak autor tegoż tekstu. Im prędzej nauczymy się organizować swój czas, tym lepiej dla nas. Po dojechaniu na miejsce, spacerkiem wybrałem się na obiadzik do Galerii Dominikańskiej a następnie na konferencję prasową do hotelu Radisson Sas. Co do konferencji, nie dość że odbyła się z godzinnym opóźnieniem, to aby się na nią dostać trzeba było odstać swoje w kolejce gdyż wejść mogli tylko dziennikarze z listy - ci którzy potwierdzili wcześniej swój udział. Zainteresowanie było spore - sala konferencyjna na 80 osób była prawie zapełniona, pojawiły się media kompletnie nie związane z muzyką klubową - to dobry znak. Ale obsuwa to obsuwa i na dodatek godzinna - sorry, ale tak się nie robi, my także mamy zaplanowany czas. Czasami co do minuty. Rozumiemy iż artysta pokroju Tiesto także ma napięte terminy, ale zawsze można o obsuwie poinformować i po problemie a nie powodować takie akcje, gdzie o wszystkim jest poinformowana jedna osoba a reszta nic nie wie. Po zakończeniu konferencji - spaceru ciąg dalszy - przy przepięknej pogodzie postanowiłem poodkrywać uroki miasta Wrocław - czyli stare kamienice, 20-piętrowe bloki i nowo budowane centra handlowe obok siebie. Naprawdę powiem że gdyby nie Tiesto, to weekend spędziłbym na nicnierobieniu na plaży w Gdyni - Orłowie. Nie wiem jak wy ale nawał pracy w moim przypadku powoduje że cieszę się jak dziecko z każdej wolnej chwili czy to w domu czy w plenerze. Ale wracając do tematu - w końcu doszedłem na miejsce, oblegane już przez wielbicieli mocniejszych brzmień. Tutaj niestety zaczynają się także kardynalne błędy strony organizacyjnej - otwarcie bram opóźniło się o ponad godzinę, a skrupulatna kontrola a'la obmacywanie irytowała tłum który ciągle napierał. Efektem były omdlenia oraz przepychanki. Swoją drogą, jestem jak najbardziej za dokładną kontrolą wchodzących, ale na jasnych od początku zasadach. Skoro na wszystkich event'ach Agencji Essence Music jest ta sama firma ochroniarska, ludzie przyzwyczajają się do ich nawyków - powierzchownej rewizji a nie-super-mega-dokładnej . A tutaj mamy niespodziankę - co gorsza (sic!) nawet mediom się nie upiekło - za każdym razem gdy brałem z torby zostawionej w szatni laptopa bądź aparat bądź cokolwiek, musiałem skrupulatnie pokazywać z czym wchodzę na teren imprezy, a miłe panie bądź panowie obmacywali mnie aż do skarpetek i wyjmowania z paczki gum do żucia. Spoko - skoro ktoś dzięki temu nie umrze podczas imprezy - jak było na Sensation White (gwoli przypomnienia) to ja jestem za. Udało mi się wślizgnąć na płytę hali przed oficjalnym otwarciem kurtyn, jeszcze podczas końcówki prób. Z perspektywy braku publiki płyta wydaje się bardzo mała - aż trudno pojąć że tutaj właśnie mieści się 12 tysięcy osób. Tym razem sporo miejsca zajmowała scena - ogromny telebim ustawiono w znacznej odległości od ściany hali, gdyż wymagała tego wysokość - 20 metrów. Dla przypomnienia szerokość ekranu - 30 metrów. Nagłośnienie - L'Acustic - wyborne dźwięki przestrzenne i czyste. Słabo wypadło oświetlenie - początkowo było wręcz ascetyczne, gra świateł mierna a efektów żadnych. Oczywiście wszystko przychodziło z czasem - lasery, ciekawe kombinacje ale tutaj aspekt vizualny nie był zachęcający. Zresztą, sam występ opóźnił się o ponad pół godziny i zamiast żywego Tiesto oglądaliśmy animacje z jego udziałem - Tiesto Virtual Warm Up. Publice bardzo się to podobało a szczególnie polski akcent - na krótkich filmikach Tiesto mixował muzę dokładnie tak jak by to robił na żywo, a co kilka minut euforycznie podskakiwał oraz machał polską flagą. To w jakiś sposób zadośćuczyniło fanom oczekiwanie na artystę. Bezpośrednim supportem był live act w wykonaniu Jes Brieden - legendarnej wokalistki Motorcycle, która zaprezentowała się dobrze ale publika jasno dawała do zrozumienia, na kogo czeka i kto jest gwiazdą wieczoru. I tak o 23.30 pojawił się na scenie. Tiesto posiada w swoim dorobku naprawdę dużo ciekawych kawałków, lecz we Wrocławiu zaprezentował ich niewiele. Naprawdę znakomity był za to live act z wokalistką o przecudnym głosie, lecz ludzie nie byli przygotowani na tak łagodne przywitanie i spodziewali się dobrego łupnięcia a otrzymali śliczny trance w tiestowym wydaniu, który przypominał raczej klimat dobrego koncertu aniżeli dużej imprezy halowej. Dopiero później to się zmieniło; Tijs strasznie przeplatał rytmy i style, co wybijało z klimatu trance'owego event'u i dosyć szybko męczyło. Można zaryzykować stwierdzenie że nie był przygotowany na 7 godzin grania. W skali 1 - 5, można dać 3,5 - 3 za nie odwalenie hały, a 0,5 za starania. O czym należy wspomnieć? O wszędobylskich kolejkach - czy to do szatni, toalety, punktów gastronomicznych a przede wszystkim wejścia na początku event'u. Porządny organizator przygotowuje się na wszelkie możliwe "ale", przewiduje każdą opcją która może się na jego imprezie wydarzyć. Skoro tym razem postanowiono dokładnie rewidować wchodzących, można było otworzyć więcej wejść - przecież Hala Ludowa ma ich kilkanaście. Nie rozumiem zasadności używania żetonów na tak małych imprezach - rozumiem na event'ach dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi, ale kilkanaście to moim zdaniem nie jest powód by "bawić się" w coś co szarym klubowiczom wbrew pozorom nie ułatwia (prze)życia na imprezie. Btw dowiedziałem się że na Sensation White w pewnym momencie żetony się skończyły. To już jest żenujące. Śmietniki - jest ich zbyt mało, zwłaszcza na main floor gdzie nie ma ich wcale - później musimy oglądać to co my imprezowicze zostawiamy na pobojowiskach - patrzcie zdjęcie. Niestety nie będę szedł przez tłum 50 metrów do najbliższego śmietnika - wyrzucę to byle gdzie. Z ciekawostek: jednym z najbardziej obleganych miejsc na event'ach halowych są schody - ludzie na nich stoją lub siedzą. Pragnę nadmienić że po schodach się wchodzi lub schodzi a nie tańczy. Bardzo fajnym akcentem były palące się beczki - sponsorem event'u był Burn i to stąd się to wzięło. Jak w Ameryce - widząc laski - solarówy w ciuszkach jak na Bahama ogrzewające się przy tych właśnie beczkach czułem się jak obywatel świata a nie tylko Kaczogrodu. Impreza tak naprawdę zakończyła się na scenie Malboro Red Space - około godziny piątej zebrało się tam fajne towarzystwo bawiąc się na całego. Cooperation with Kapselek (15.04.2007 21.03) rysiU - www.hape.pl |