W poniedziałek, przy upalnej pogodzie z moją przyjaciółką Basią wyjechaliśmy do Krakowa. Po ulokowaniu się w hotelu, w centrum Krakowa, poszliśmy na szybkie piwko. Trafiliśmy na Plac Wszystkich Świętych do znanego lokalu o nieco tendencyjnej nazwie "Prozak". Sam klub zniewala wręcz niesamowicie zaaranżowanym wnętrzem. Wkomponowany w piwnicę starej krakowskiej kamienicy, oferuje klubowiczom wielopoziomowe wnętrze z bardzo efektownie zaprojektowanym wystrojem i oświetleniem. Znajdziemy tam dwa parkiety, nie za duże, lecz wystarczające, aby poskakać trochę w rytmach tanecznej muzyki klubowej. W Prozaku muzyka jest różnorodna. Lokal czynny jest cały tydzień, lecz całe jego wnętrze dostępne jest dla klubowiczów dopiero w weekendy. W klubie goszczą DJ'e z całego świata. Usłyszymy muzykę alternatywną przeróżnych gatunków i styli. Przy połamanych lekko bitach brejków wypiliśmy z Basią dwa piwka. Nastrój budowały dodatkowo ciekawe wizualizacje ukazujące się na płótnie podwieszonym na ceglastej ścianie ograniczającej z jednej strony główny parkiet. Dwa piwka to mało, coż - ośmiogodzinna podróż w pociągu, w którym panowała temperatura 40 stopni, zrobiła swoje. Poczuliśmy zmęczenie.
Dzień drugi - Wtorek Wtorek był dniem bardzo lightowym jeśli chodzi o odwiedzanie klubów. Ograniczyliśmy się tylko do odwiedzenia ogródka w "Loży" (knajpa usytuowana na Rynku, niedaleko ulicy Floriańskiej). Do późnych godzin krakowski rynek wypełniony był zagranicznymi turystami, zwiedzającymi to piękne, historyczne miasto :-)
Dzień trzeci - Środa
Około godziny 22.oo. wraz ze znajomymi poszliśmy na krakowską dzielnicę Kazimierz. Odwiedziliśmy tam "Cień". Lokal przeznaczony typowo do spędzenia wolnego czasu ze znajomymi przy drinku. Wygodne kanapy, ładnie zaaranżowane i stylowe wnętrze musiało właścicieli sporo kosztować. I z pewnością kosztowało, gdyż na barze spostrzegliśmy wielki, metalowy ciśnieniowy ekspres do gorących napoi. Kosztował ponoć kilkadziesiąt tysięcy i jest drugim tego typu urządzeniem w kraju, specjalnie zaprojektowanym do tego lokalu. Fakt, robił wrażenie. Przy dobrej, lecz lightowej klubowej muzie spedziliśmy w tym lokalu dobrą godzinkę. W trakcie wykończenia była również dolna kondygnacja lokalu. Niestety jeszcze niedostępna.
Dzień czwarty - Czwartek
Szok! Rynek krakowski nocą opustoszał. Tego dnia byliśmy już bardzo nakręceni na dobrą imprezkę. W nadziei, że uda nam się troszkę poskakać odwiedziliśmy klub usytuowany ... ... niedaleko rynku o wdzięcznej nazwie - "Rdza". Standardowo lokal w piwnicach kamienicy. Wyjątkowo dobrze wykorzystana każda wolna przestrzeń. Dekoracyjnie wykończone fundamenty, ozdobione żeliwnymi elementami zwróciły naszą uwagę. W Sopocie takich klubów nie ma. Za to w Krakowie we czwartek nie ma ludzi.
- Czwartki w Krakowie są "studenckie". Są wakacje, więc studenci stąd wyjechali. - Powiedział nam nasz miejscowy znajomy.
Zaniepokojeni tym faktem, ale jeszcze niezniechęceni, postanowiliśmy udać się do "Rentgena". A tam również pusto. Na głównym parkiecie serwowano d'n'b, co nie zachęciło nas do pozostania tam dłużej niż 30 minut. Gdy opuszczaliśmy "Rentgen" spotkaliśmy co najwyżej 15 osób planujących udać się w to miejsce.
Trochę już zniechęceni postanowiliśmy wrócić na Floriańską i udać się do "Przychodni towarzyskiej". Była godzina 04:00. "Przychodnia towarzyska" była już zamknięta. Dziwne, prawda?
Piątek - A w "Kitchu" kitch...
"Kitch" - lokal usytuowany w starej czteropiętrowej kamienicy, niedaleko Poczty Głównej. Dojazd i dojście bardzo łatwe. Klub mieści się na ostatnim piętrze kamienicy, w której na pozostałych piętrach mieszczą się inne kluby. Generalnie nie są warte polecenia. Może ewentualnie klub, który jest ulokowany w piwnicy jest godny polecenia. Reszta - niekoniecznie.
"Kitch" - klub muzyczny, ogłaszający swoje imprezy na krakowskich portalach klubowych, pozytywnie zaskakuje warunkami lokalowymi. Pare wielkich pokoi starej kamienicy tworzy sale, przeznaczone na wypoczynek, bądź do tańczenia. Ale muzyka... Tego nie sposób opisać. To jest podobne do... Właściwie mogę poręczyć - to do muzyki klubowej na pewno nie jest podobne.
Sytuację uratował mały parkiet, gdzie swoje umiejętności prezentowali młodzi krakowscy dje. Grali trochę electro, progressivu oraz brejki. Serio, uratowali sytuację. Mieli tylko nie za dużą grupę odbiorców swojej muzy. Cóż... na kicz w Krakowie odbiorcy są.
Sobota - "Kokon" - reaktywacja
- Róg Podgórskiej i Gazowej proszę. - Tak wytłumaczyliśmy taksówkarzowi gdzie ma jechać. "Kokon" to największy krakowski klub "branżowy", który otworzył się po trwającym ponad rok remoncie. Otworzył się na nowo i w nowym obliczu. Dwa parkiety z dwoma DJami, cztery bary, vip roomy, ogródek - wszystko to przygotowane na sobotę dla klubowiczów, robi wrażenie. Usłyszałem tam sporo dobrej m ... ... uzyki, takiej, przy jakiej zwykłem się bawić w Sopocie. Impreza trwała do końca - do 7 rano, a sprawnie działajaca klima chłodziła nie tylko gorącą atmosferę. Było to miłe zakończenie naszej tygodniowej eksploracji klubowych miejsc Krakowa. Na zakończenie... Jedno jest pewne: samemu ciężko jest rozpracować clubbingową mapę Krakowa. Kluby, usytuowane w piwniczkach kamienic, w bocznych uliczkach rynku, po prostu ciężko jest znaleźć. Często przez otwory wentylacyjne słychać bity i nasuwa się pytanie: - Gdzie jest wejście? O dobre lokale można próbować pytać przechodniów. Jednak nie zawsze poprowadzą Cię właściwie. Powód: dużo przyjezdnych i obcokrajowców. Mijaliśmy również kluby, zlokalizowane również w samym centrum Krakowa, z których dobiegały bity tzw. stupid disco. Obchodziliśmy te kluby szerokim łukiem. Dlatego nie będę ich tu opisywać. Część zdjęć pochodzi ze stron: www.rdza.pl knajpy.krakow.pl knajpy.krakow.pl (01.08.2006 08.59) wasil83 - www.homopak.plW poniedziałek, przy upalnej pogodzie z moją przyjaciółką Basią wyjechaliśmy do Krakowa. Po ulokowaniu się w hotelu, w centrum Krakowa, poszliśmy na szybkie piwko. Trafiliśmy na Plac Wszystkich Świętych do znanego lokalu o nieco tendencyjnej nazwie "Prozak". Sam klub zniewala wręcz niesamowicie zaaranżowanym wnętrzem. Wkomponowany w piwnicę starej krakowskiej kamienicy, oferuje klubowiczom wielopoziomowe wnętrze z bardzo efektownie zaprojektowanym wystrojem i oświetleniem. Znajdziemy tam dwa parkiety, nie za duże, lecz wystarczające, aby poskakać trochę w rytmach tanecznej muzyki klubowej. W Prozaku muzyka jest różnorodna. Lokal czynny jest cały tydzień, lecz całe jego wnętrze dostępne jest dla klubowiczów dopiero w weekendy. W klubie goszczą DJ'e z całego świata. Usłyszymy muzykę alternatywną przeróżnych gatunków i styli. Przy połamanych lekko bitach brejków wypiliśmy z Basią dwa piwka. Nastrój budowały dodatkowo ciekawe wizualizacje ukazujące się na płótnie podwieszonym na ceglastej ścianie ograniczającej z jednej strony główny parkiet. Dwa piwka to mało, coż - ośmiogodzinna podróż w pociągu, w którym panowała temperatura 40 stopni, zrobiła swoje. Poczuliśmy zmęczenie. Dzień drugi - Wtorek Wtorek był dniem bardzo lightowym jeśli chodzi o odwiedzanie klubów. Ograniczyliśmy się tylko do odwiedzenia ogródka w "Loży" (knajpa usytuowana na Rynku, niedaleko ulicy Floriańskiej). Do późnych godzin krakowski rynek wypełniony był zagranicznymi turystami, zwiedzającymi to piękne, historyczne miasto :-) Dzień trzeci - Środa Około godziny 22.oo. wraz ze znajomymi poszliśmy na krakowską dzielnicę Kazimierz. Odwiedziliśmy tam "Cień". Lokal przeznaczony typowo do spędzenia wolnego czasu ze znajomymi przy drinku. Wygodne kanapy, ładnie zaaranżowane i stylowe wnętrze musiało właścicieli sporo kosztować. I z pewnością kosztowało, gdyż na barze spostrzegliśmy wielki, metalowy ciśnieniowy ekspres do gorących napoi. Kosztował ponoć kilkadziesiąt tysięcy i jest drugim tego typu urządzeniem w kraju, specjalnie zaprojektowanym do tego lokalu. Fakt, robił wrażenie. Przy dobrej, lecz lightowej klubowej muzie spedziliśmy w tym lokalu dobrą godzinkę. W trakcie wykończenia była również dolna kondygnacja lokalu. Niestety jeszcze niedostępna. Dzień czwarty - Czwartek Szok! Rynek krakowski nocą opustoszał. Tego dnia byliśmy już bardzo nakręceni na dobrą imprezkę. W nadziei, że uda nam się troszkę poskakać odwiedziliśmy klub usytuowany niedaleko rynku o wdzięcznej nazwie - "Rdza". Standardowo lokal w piwnicach kamienicy. Wyjątkowo dobrze wykorzystana każda wolna przestrzeń. Dekoracyjnie wykończone fundamenty, ozdobione żeliwnymi elementami zwróciły naszą uwagę. W Sopocie takich klubów nie ma. Za to w Krakowie we czwartek nie ma ludzi. - Czwartki w Krakowie są "studenckie". Są wakacje, więc studenci stąd wyjechali. - Powiedział nam nasz miejscowy znajomy. Zaniepokojeni tym faktem, ale jeszcze niezniechęceni, postanowiliśmy udać się do "Rentgena". A tam również pusto. Na głównym parkiecie serwowano d'n'b, co nie zachęciło nas do pozostania tam dłużej niż 30 minut. Gdy opuszczaliśmy "Rentgen" spotkaliśmy co najwyżej 15 osób planujących udać się w to miejsce. Trochę już zniechęceni postanowiliśmy wrócić na Floriańską i udać się do "Przychodni towarzyskiej". Była godzina 04:00. "Przychodnia towarzyska" była już zamknięta. Dziwne, prawda? Piątek - A w "Kitchu" kitch... "Kitch" - lokal usytuowany w starej czteropiętrowej kamienicy, niedaleko Poczty Głównej. Dojazd i dojście bardzo łatwe. Klub mieści się na ostatnim piętrze kamienicy, w której na pozostałych piętrach mieszczą się inne kluby. Generalnie nie są warte polecenia. Może ewentualnie klub, który jest ulokowany w piwnicy jest godny polecenia. Reszta - niekoniecznie. "Kitch" - klub muzyczny, ogłaszający swoje imprezy na krakowskich portalach klubowych, pozytywnie zaskakuje warunkami lokalowymi. Pare wielkich pokoi starej kamienicy tworzy sale, przeznaczone na wypoczynek, bądź do tańczenia. Ale muzyka... Tego nie sposób opisać. To jest podobne do... Właściwie mogę poręczyć - to do muzyki klubowej na pewno nie jest podobne. Sytuację uratował mały parkiet, gdzie swoje umiejętności prezentowali młodzi krakowscy dje. Grali trochę electro, progressivu oraz brejki. Serio, uratowali sytuację. Mieli tylko nie za dużą grupę odbiorców swojej muzy. Cóż... na kicz w Krakowie odbiorcy są. Sobota - "Kokon" - reaktywacja - Róg Podgórskiej i Gazowej proszę. - Tak wytłumaczyliśmy taksówkarzowi gdzie ma jechać. "Kokon" to największy krakowski klub "branżowy", który otworzył się po trwającym ponad rok remoncie. Otworzył się na nowo i w nowym obliczu. Dwa parkiety z dwoma DJami, cztery bary, vip roomy, ogródek - wszystko to przygotowane na sobotę dla klubowiczów, robi wrażenie. Usłyszałem tam sporo dobrej muzyki, takiej, przy jakiej zwykłem się bawić w Sopocie. Impreza trwała do końca - do 7 rano, a sprawnie działajaca klima chłodziła nie tylko gorącą atmosferę. Było to miłe zakończenie naszej tygodniowej eksploracji klubowych miejsc Krakowa. Na zakończenie... Jedno jest pewne: samemu ciężko jest rozpracować clubbingową mapę Krakowa. Kluby, usytuowane w piwniczkach kamienic, w bocznych uliczkach rynku, po prostu ciężko jest znaleźć. Często przez otwory wentylacyjne słychać bity i nasuwa się pytanie: - Gdzie jest wejście? O dobre lokale można próbować pytać przechodniów. Jednak nie zawsze poprowadzą Cię właściwie. Powód: dużo przyjezdnych i obcokrajowców. Mijaliśmy również kluby, zlokalizowane również w samym centrum Krakowa, z których dobiegały bity tzw. stupid disco. Obchodziliśmy te kluby szerokim łukiem. Dlatego nie będę ich tu opisywać. Część zdjęć pochodzi ze stron: www.rdza.pl knajpy.krakow.pl knajpy.krakow.pl (01.08.2006 08.59) wasil83 - www.homopak.pl |