Śledzik, ostatki jak zwał tak zwał, wszakże jest to ostatni dzień karnawału, ostatnia szansa wyszalenia się przed Wielkim Postem albo po prostu kolejna okazja by się odwalić i zalać w trupa;) Dla mnie ten rok przejdzie do historii, gdyż po raz pierwszy w życiu jakże krótkim jeszcze postanowiłem na jedną noc wbić się w rajstopy, stać się blondynką i poznać co znaczy nosić stanik o rozmiarze 95F przez 365 dni w roku. Tak tak kochani, zostałem kobietą i nauczyłe(a)m się rozmawiać o rodzajach staników czy też dyskutować o wadach i zaletach stringów. To wszystko z okazji Damskiego Śledzika, corocznego zakończenia karnawału w sopockim klubie Sfinks, legendarnej imprezy na którą ludzie przylecieli nawet z Chicago.
Zacznę może od przygotowań, które trwały aż pięć dni. Dnia pierwszego obdzwoniłem kilka koleżanek z gatunku szperaczy specyficznego podgatunku rasy ludzkiej, płci przeważnie żeńskiej, który to wchodząc do lumpeksu kątem oka wyszukuje dla siebie bluzkę, w której następnie wygląda jak w kreacji od co najmniej Prady ;-)
Z lista trójmiejskich szmateksów wyruszyłem na miasto. Po obskoczeniu kilku z nich, upatrzeniu sobie kilku futer, sukienek, miniówek itp. itd. wróciłem grzecznie do domku na rodzinne konsultacje w stylu mamo, czy różowy top pasuje do czarnej lateksowej mini. Po wysłuchani maminych opinii okraszonych przerywnikami w stylu dziecko, czyś ty zgłupiał? zrobiłem listę zakupów: stanik, body, suknia, rajstopy, boa, futro, peruka, pas, torebka.
W sobotę przypominam dzień ten jest po piątku obudzony zostałem w środku nocy o godzine 7,30 i szybko wyruszyłem na drugą odsłonę objazdu po lumpeksach. Sobota to dzień magiczny większość tego typu placówek ma wtedy przecenę -50% na wszystko. Do pierwszego przybytku pojechałem kwadrans przed otwarciem i przeniosłem się na chwile w czasy epoki Gierka, gdyż w kolejce do lumpeksu stało blisko 50 osób, a drugie tyle ustawiło się za mną. Po otwarciu wraz z paniami wparowałem do sklepu by szybko zabrać to co sobie wcześniej upatrzyłem, gdyż byłem światkiem scen dantejskich w stylu wyrywanie sobie torebek po 1,50 PLN. Ale na szczęście były to wyjątki mimo natłoku ludzi w sklepie panowała pełna kultura, nawet zostałem bez kolejki wpuszczony do przymierzalni ciekawe dlaczego;) Resztę zakupów sukcesywnie dokupywałem a były to rajstopy w moim rozmiarze czy też lakier do paznokci, w którego wyborze niezbędna była pomoc kobiety, która też nomen omen nie mogła zdecydować się na konkretny kolor najpierw spośród 7 a ... ... następnie dwóch odcieni. Wyboru dokonałem ja :-)
Nadszedł długo wyczekiwany wtorek. Po dłuuugim śnie i całodziennym oczekiwaniu zapakowałem moje damskie fatałaszki w cztery duże torby i pojechałem jeszcze jako rysiU na makijaż i pedicure. Po spędzeniu blisko dwóch godzin na siedzeniu, zamykaniu powiem i chuchaniu na paznokcie wbiłem się w mój strój służbowy, do torebki zapakowałem mikrofon, i już jako rysiA aka Szafira pojechałam do klubu, gdzie zawitałam po godzinie 22.
Futro oczywiście zostawiłam w szatni kosztowało tylko 15 złotych więc nie musiałam się zamartwiać i z torebką pognałam do toalety poprawić szminkę przemiłe dziewczęta doradziły mi jak to się robi bo pojechałam trochę na brodę;) Generalnie, w klubie miałem zrobić szkolenie dla początkujących dziennikarzy, więc przygotowywałam się trochę robiłam zdjęcia, pytałam co i jak. Zdziwiła mnie trochę nonszalancja zarówno mężczyzn jak i kobiet i tych sztucznych i tych prawdziwych, gdyż każdy macał mnie po moich cyckach! Ale w międzyczasie poznałam kilka fajnych dziewczyn, przyszli moi uczniowie i klub się zapełnił i nawet trochę bardzo, gdyż nie mogłam swobodnie się z moimi piersiami poruszać. Na szczęście chodziłam cała podniecona i nie ma to jak nabrzmiałe cycki rozpychające się na parkiecie.
Około północy odbyły się wybory Missek: Elegancji, Ekstrawagancji i Publiczności. Poprowadził(a) je legendarna i zawsze porażająco piękna Lana Divaszkiewicz, czyli Krzysztof LEON Dziemaszkiewicz. Gwiazdy wieczoru musiały wykazać się erotycznym tańcem na podestach. Jury pod przewodnictwem znanej z anteny Radia Gdańsk Małgorzaty Żerwe, spośród takich gwiazd jak Janina, Lola, Sissi, Selma, Roma czy Karmela, wybrało na Miss Elegancji Kowbojową, a Miss Ekstrawagancji została niejaka Kaleson. Warto było się starać, gdyż nagrodą był roczny wjazd na wszystkie imprezy w klubie Sfinks.
Po konkursie rozpoczęła się prawdziwa, sfinksowa impreza parkiet wypchany po brzegi i nikt nie ma pewności, czy ta pani przed mną to pani czy pan. To jest właśnie magia miejsca i klimat tworzony przez bywalców klubu jest to nie do opisania; tam po prostu trzeba być! Jedyna taka impreza w tym kraju, gdzie zwykli faceci siedzący w biurach, żonaci i dzieciaci, przychodzą nierzadko z żonami właśnie, by poczuć ten ciężar stanika i zrozumieć, jak można do tak małej przecież torebki schować dwa aparaty, mikrofon i inne pierdoły.
Podsumowując krótko, bycie kobietą prze ten krótki czas nauczyło mnie pokory w stosunku do płci żeński ... ... ej. Teraz wiem, co znaczy rozmazana pomadka, włos w oku, pęknięty pasek od torebki i sama torebka, a konkretnie burdel w jej środku. Bo chyba żadna kobieta nie jest w stanie połapać się, co gdzie tam ma, skoro trzyma tam połowę swojego dobytku. Wiem też, co to znaczy mieć komórkę w torebce ;-) PODZIĘKOWANIA należą się Cristal Conners za perukę, Kejjt za make-up i mojej mamie za wszelkie merytoryczne uwagi :-) Do zobaczenia za rok redAktor rysiU w wersji ala femme fatale ;-) - rysiU - www.homopak.plŚledzik, ostatki jak zwał tak zwał, wszakże jest to ostatni dzień karnawału, ostatnia szansa wyszalenia się przed Wielkim Postem albo po prostu kolejna okazja by się odwalić i zalać w trupa;) Dla mnie ten rok przejdzie do historii, gdyż po raz pierwszy w życiu jakże krótkim jeszcze postanowiłem na jedną noc wbić się w rajstopy, stać się blondynką i poznać co znaczy nosić stanik o rozmiarze 95F przez 365 dni w roku. Tak tak kochani, zostałem kobietą i nauczyłe(a)m się rozmawiać o rodzajach staników czy też dyskutować o wadach i zaletach stringów. To wszystko z okazji Damskiego Śledzika, corocznego zakończenia karnawału w sopockim klubie Sfinks, legendarnej imprezy na którą ludzie przylecieli nawet z Chicago. Zacznę może od przygotowań, które trwały aż pięć dni. Dnia pierwszego obdzwoniłem kilka koleżanek z gatunku szperaczy specyficznego podgatunku rasy ludzkiej, płci przeważnie żeńskiej, który to wchodząc do lumpeksu kątem oka wyszukuje dla siebie bluzkę, w której następnie wygląda jak w kreacji od co najmniej Prady ;-) Z lista trójmiejskich szmateksów wyruszyłem na miasto. Po obskoczeniu kilku z nich, upatrzeniu sobie kilku futer, sukienek, miniówek itp. itd. wróciłem grzecznie do domku na rodzinne konsultacje w stylu mamo, czy różowy top pasuje do czarnej lateksowej mini. Po wysłuchani maminych opinii okraszonych przerywnikami w stylu dziecko, czyś ty zgłupiał? zrobiłem listę zakupów: stanik, body, suknia, rajstopy, boa, futro, peruka, pas, torebka. W sobotę przypominam dzień ten jest po piątku obudzony zostałem w środku nocy o godzine 7,30 i szybko wyruszyłem na drugą odsłonę objazdu po lumpeksach. Sobota to dzień magiczny większość tego typu placówek ma wtedy przecenę -50% na wszystko. Do pierwszego przybytku pojechałem kwadrans przed otwarciem i przeniosłem się na chwile w czasy epoki Gierka, gdyż w kolejce do lumpeksu stało blisko 50 osób, a drugie tyle ustawiło się za mną. Po otwarciu wraz z paniami wparowałem do sklepu by szybko zabrać to co sobie wcześniej upatrzyłem, gdyż byłem światkiem scen dantejskich w stylu wyrywanie sobie torebek po 1,50 PLN. Ale na szczęście były to wyjątki mimo natłoku ludzi w sklepie panowała pełna kultura, nawet zostałem bez kolejki wpuszczony do przymierzalni ciekawe dlaczego;) Resztę zakupów sukcesywnie dokupywałem a były to rajstopy w moim rozmiarze czy też lakier do paznokci, w którego wyborze niezbędna była pomoc kobiety, która też nomen omen nie mogła zdecydować się na konkretny kolor najpierw spośród 7 a następnie dwóch odcieni. Wyboru dokonałem ja :-) Nadszedł długo wyczekiwany wtorek. Po dłuuugim śnie i całodziennym oczekiwaniu zapakowałem moje damskie fatałaszki w cztery duże torby i pojechałem jeszcze jako rysiU na makijaż i pedicure. Po spędzeniu blisko dwóch godzin na siedzeniu, zamykaniu powiem i chuchaniu na paznokcie wbiłem się w mój strój służbowy, do torebki zapakowałem mikrofon, i już jako rysiA aka Szafira pojechałam do klubu, gdzie zawitałam po godzinie 22. Futro oczywiście zostawiłam w szatni kosztowało tylko 15 złotych więc nie musiałam się zamartwiać i z torebką pognałam do toalety poprawić szminkę przemiłe dziewczęta doradziły mi jak to się robi bo pojechałam trochę na brodę;) Generalnie, w klubie miałem zrobić szkolenie dla początkujących dziennikarzy, więc przygotowywałam się trochę robiłam zdjęcia, pytałam co i jak. Zdziwiła mnie trochę nonszalancja zarówno mężczyzn jak i kobiet i tych sztucznych i tych prawdziwych, gdyż każdy macał mnie po moich cyckach! Ale w międzyczasie poznałam kilka fajnych dziewczyn, przyszli moi uczniowie i klub się zapełnił i nawet trochę bardzo, gdyż nie mogłam swobodnie się z moimi piersiami poruszać. Na szczęście chodziłam cała podniecona i nie ma to jak nabrzmiałe cycki rozpychające się na parkiecie. Około północy odbyły się wybory Missek: Elegancji, Ekstrawagancji i Publiczności. Poprowadził(a) je legendarna i zawsze porażająco piękna Lana Divaszkiewicz, czyli Krzysztof LEON Dziemaszkiewicz. Gwiazdy wieczoru musiały wykazać się erotycznym tańcem na podestach. Jury pod przewodnictwem znanej z anteny Radia Gdańsk Małgorzaty Żerwe, spośród takich gwiazd jak Janina, Lola, Sissi, Selma, Roma czy Karmela, wybrało na Miss Elegancji Kowbojową, a Miss Ekstrawagancji została niejaka Kaleson. Warto było się starać, gdyż nagrodą był roczny wjazd na wszystkie imprezy w klubie Sfinks. Po konkursie rozpoczęła się prawdziwa, sfinksowa impreza parkiet wypchany po brzegi i nikt nie ma pewności, czy ta pani przed mną to pani czy pan. To jest właśnie magia miejsca i klimat tworzony przez bywalców klubu jest to nie do opisania; tam po prostu trzeba być! Jedyna taka impreza w tym kraju, gdzie zwykli faceci siedzący w biurach, żonaci i dzieciaci, przychodzą nierzadko z żonami właśnie, by poczuć ten ciężar stanika i zrozumieć, jak można do tak małej przecież torebki schować dwa aparaty, mikrofon i inne pierdoły. Podsumowując krótko, bycie kobietą prze ten krótki czas nauczyło mnie pokory w stosunku do płci żeńskiej. Teraz wiem, co znaczy rozmazana pomadka, włos w oku, pęknięty pasek od torebki i sama torebka, a konkretnie burdel w jej środku. Bo chyba żadna kobieta nie jest w stanie połapać się, co gdzie tam ma, skoro trzyma tam połowę swojego dobytku. Wiem też, co to znaczy mieć komórkę w torebce ;-) PODZIĘKOWANIA należą się Cristal Conners za perukę, Kejjt za make-up i mojej mamie za wszelkie merytoryczne uwagi :-) Do zobaczenia za rok redAktor rysiU w wersji ala femme fatale ;-) - rysiU - www.homopak.pl |