Na początku chciałabym się przywitać.. jako, że to mój pierwszy wątek na blogu ;) A zatem... Witam Cię ! :)
A teraz do rzeczy...
Są czasem takie chwile, kiedy zaczynasz zastanawiać się co dalej... Jak dalej żyć, co zrobić, żeby było lepiej... I najczęściej pomijasz najważniejsze pytanie : Dlaczego teraz jest źle ? Jeśli kiedyś było inaczej... Jak to się stało, że życie stało się tak trudne...? Może to retoryczne pytanie... ale.. czasami warto sobie na nie odpowiedzieć, choćby po to, żeby zdać sobie sprawę z własnych błędów i próbować je naprawić, jeśli jeszcze jest to możliwe... Wyjaśnię na przykładzie. :) Moja koleżanka (rzekomo heteroseksualna, nieoficjalnie bi ;)) swego czasu była z facetem, którego uważała (jak to zakochana kobieta ;)) za boga, księcia, króla, rycerza i poddanego jednocześnie. Spełniał Jej zachcianki, miał swój "kodeks honorowy", jak to Ona mawiała, potrafił rozkazywać i był wspaniałym i roztropnym "władcą", Śmierć się go nie imała, mimo że spotkał ją wiele razy na swej drodze, więc wszyscy (Ona jako pierwsza ;)) nazywali go "bogiem". Wszystko pięknie. Jakieś wady ? Jedna, niby drobna, a przyczyniła się do swego rodzaju tragedii. Mianowicie... cały czas mu przeszkadzało, że Ona jest "gruba" (ważyła 52 kg, przy wzroście 173 cm, więc miała lekką niedowagę). Dla niego chciała być najpiękniejsza, zaczęła się odchudzać, przestała prawie w ogóle jeść. Na efekty nie trzeba było długo czekać. A jakie ? Dość oczywiste - skrajne wyniszczenie i odwodnienie organizmu (piła tylko wodę z sokiem z cytryny i to w niewielkich ilościach), anemia, problemy z sercem, oddychaniem, zaburzenia hormonalne i wiele innych. Udało Jej się uzyskać wagę, przy której wreszcie wydała mu się ideałem piękna - 36 kg. Ale jakim kosztem ? Swojego zdrowia, niewiele brakowało, a nawet życia. Wylądowała w szpitalu na kilka tygodni. Od tamtej pory minęło już trochę czasu, teraz jest już z kobietą i mam nadzieję, że tak pozostanie. Jest szczęśliwa, przynajmniej na razie, lecz wspomnienia są jeszcze nazbyt żywe, by je rozważać. I na pewno już nigdy nie będzie tak sprawna fizycznie jak kiedyś. Jak zapewne już zauważyłaś/eś moja koleżanka, w którymś momencie swego życia zaczęła się zastanawiać dlaczego nagle , będąc na szczycie, znalazła się na dnie. Oczywiście, przyszło Jej do głowy pytanie : Jak to się stało ? , ale... mniej lub bardziej świadomie odsunęła je od siebie na dalszy plan. Przez cały czas byłam przy Niej, ale właściwi ... ... e niewiele mogłam zrobić. Cały czas próbowałam Ją naprowadzić na to pytanie, jednak lęk przed tym, że może być sama powstrzymywał Ją od zastanowienia się nad tym głębiej. Przecież... gdyby wcześniej o tym pomyślała może dużo wcześniej skończyłaby się ta Jej "miłość" ? Może wszystko byłoby w porządku ? Trochę za późno do tego doszła, ale ważne, że zrozumiała : nigdy nie wolno się zmieniać na siłę, pod wpływem innych, tym bardziej, jeśli taka zmiana jest wyniszczająca czy to dla sfery fizycznej, czy psychicznej. I nie zawsze trzeba myśleć przyszłościowo - przeszłość też jest ważna - ma ogromny wpływ na przyszłość ! :)
Hm... To by było na tyle, jak na razie... ;) Masz jakieś wnioski, o których tu nie wspomniałam ? Chcesz coś dodać ? Może zapomniałam o czymś ważnym albo ukazałam to wszystko pod nieodpowiednim, Twoim zdaniem, kątem ? Czekam na komentarze. ;) (i z góry przepraszam, że tyle się produkowałam, dziękując zarazem tym, którzy wytrwali do końca i uważają, że nie zmarnowali swego czasu czytając ;)) Na początku chciałabym się przywitać.. jako, że to mój pierwszy wątek na blogu ;) A zatem... Witam Cię ! :)
A teraz do rzeczy...
Są czasem takie chwile, kiedy zaczynasz zastanawiać się co dalej... Jak dalej żyć, co zrobić, żeby było lepiej... I najczęściej pomijasz najważniejsze pytanie : Dlaczego teraz jest źle ? Jeśli kiedyś było inaczej... Jak to się stało, że życie stało się tak trudne...? Może to retoryczne pytanie... ale.. czasami warto sobie na nie odpowiedzieć, choćby po to, żeby zdać sobie sprawę z własnych błędów i próbować je naprawić, jeśli jeszcze jest to możliwe... Wyjaśnię na przykładzie. :) Moja koleżanka (rzekomo heteroseksualna, nieoficjalnie bi ;)) swego czasu była z facetem, którego uważała (jak to zakochana kobieta ;)) za boga, księcia, króla, rycerza i poddanego jednocześnie. Spełniał Jej zachcianki, miał swój "kodeks honorowy", jak to Ona mawiała, potrafił rozkazywać i był wspaniałym i roztropnym "władcą", Śmierć się go nie imała, mimo że spotkał ją wiele razy na swej drodze, więc wszyscy (Ona jako pierwsza ;)) nazywali go "bogiem". Wszystko pięknie. Jakieś wady ? Jedna, niby drobna, a przyczyniła się do swego rodzaju tragedii. Mianowicie... cały czas mu przeszkadzało, że Ona jest "gruba" (ważyła 52 kg, przy wzroście 173 cm, więc miała lekką niedowagę). Dla niego chciała być najpiękniejsza, zaczęła się odchudzać, przestała prawie w ogóle jeść. Na efekty nie trzeba było długo czekać. A jakie ? Dość oczywiste - skrajne wyniszczenie i odwodnienie organizmu (piła tylko wodę z sokiem z cytryny i to w niewielkich ilościach), anemia, problemy z sercem, oddychaniem, zaburzenia hormonalne i wiele innych. Udało Jej się uzyskać wagę, przy której wreszcie wydała mu się ideałem piękna - 36 kg. Ale jakim kosztem ? Swojego zdrowia, niewiele brakowało, a nawet życia. Wylądowała w szpitalu na kilka tygodni. Od tamtej pory minęło już trochę czasu, teraz jest już z kobietą i mam nadzieję, że tak pozostanie. Jest szczęśliwa, przynajmniej na razie, lecz wspomnienia są jeszcze nazbyt żywe, by je rozważać. I na pewno już nigdy nie będzie tak sprawna fizycznie jak kiedyś. Jak zapewne już zauważyłaś/eś moja koleżanka, w którymś momencie swego życia zaczęła się zastanawiać dlaczego nagle , będąc na szczycie, znalazła się na dnie. Oczywiście, przyszło Jej do głowy pytanie : Jak to się stało ? , ale... mniej lub bardziej świadomie odsunęła je od siebie na dalszy plan. Przez cały czas byłam przy Niej, ale właściwie niewiele mogłam zrobić. Cały czas próbowałam Ją naprowadzić na to pytanie, jednak lęk przed tym, że może być sama powstrzymywał Ją od zastanowienia się nad tym głębiej. Przecież... gdyby wcześniej o tym pomyślała może dużo wcześniej skończyłaby się ta Jej "miłość" ? Może wszystko byłoby w porządku ? Trochę za późno do tego doszła, ale ważne, że zrozumiała : nigdy nie wolno się zmieniać na siłę, pod wpływem innych, tym bardziej, jeśli taka zmiana jest wyniszczająca czy to dla sfery fizycznej, czy psychicznej. I nie zawsze trzeba myśleć przyszłościowo - przeszłość też jest ważna - ma ogromny wpływ na przyszłość ! :)
Hm... To by było na tyle, jak na razie... ;) Masz jakieś wnioski, o których tu nie wspomniałam ? Chcesz coś dodać ? Może zapomniałam o czymś ważnym albo ukazałam to wszystko pod nieodpowiednim, Twoim zdaniem, kątem ? Czekam na komentarze. ;) (i z góry przepraszam, że tyle się produkowałam, dziękując zarazem tym, którzy wytrwali do końca i uważają, że nie zmarnowali swego czasu czytając ;)) |